|
Bogusław Schaeffer Seans
Kilka porannych myśli na temat Seansu:
1. Napisałem ją osiem lat temu. Pamiętam, że pisałem ją jak w transie, bez oporów, bez problemów, bez żenujących zahamowań. Jest jakoś tak: napisze człowiek kilka sztuk, nikt nie ma nie ochoty (inna rzecz, że nie nagabywałem nikogo, żeby się moją twórczością zachwycał). A nagle - zmiana. Bez mego udziału. Celowo nigdy nie drukowałem moich tekstów, należało je zdobywać, tak jest po dzień dzisiejszy. Moje sztuki egzystują tak, jak, ja: są i nie ma ich. Taki sposób egzystencji podoba mi się od lat. 2. Kiedy już wystawiono kilka sztuk, wszyscy wiedzieli, o czym piszę i jak piszę. Seans powstał dla tych, którzy myśleli, że wiedzą, jak i o czym piszę. Jest to zupełnie inna sztuka. Naturalnie, kiedyś będzie się widziało w niej cechy wspólne dla autora, dziś można w niej widzieć tylko inność. Nie ma tu wykładu o muzyce, nie ma opowiadania o teatrze i jego niedolach, nie ma też nic o upadku kultury. Jest za to dużo o mistrzu - uwodzicielu. Mistrz nie uwodzi nikogo w konwencjonalny sposób, lecz transpersonalnie. NIe chce, by go kochano (podziwiać można, owszem), chce, by bez niego nie dało się żyć, uwodzi więc w sferze duchowej, nie fizycznej jak byle donchułan. 3. Ludzie rodzą się, by żyć, a zarazem potem - aby asocjować. Seans w Zakopanem! W teatrze witkacowskim, co ja mówię, w teatrze Witkacowskim - przez duże Wu. Kiedy pisałem tę sztukę, nie myślałem o Witkacym, a tu (w piątej scenie) Mistrz, kiedy nie dano mu dojść do słowa, bo naród rozgadany, po ośmiu minutach słuchania bredni i kłótni, przechodzi na język gazdo-podobny. Skąd mi się to wzięło? Skąd mogłem wiedzieć, że po latach Seans, sztuka mało znana, pojawi się w Zakopanem? Świadomość podświadomości - coś zupełnie nowego - plus antecedentna wizja prekognitywna. Proste jak linijka firmy Rotring. 4. Kiedy Seans pojawi się w teatrze zakopiańskim, będzie można rzecz asocjować z Witkacym. Zauroczenie pisarzem i człowiekiem, filozofia, niespodzianki, grymasy (które tak przydały się potem Gombrowiczowi), deformacja, a nawet dekompozycja rzeczywistości, jak to się wszystko ładnie układa w barwny wachlarz asocjacyjek! A przecież - ani razu nie pomyślałem o Witkacym, kiedy pisałem ten Seans, przysięgam. (Moim uczniom w zakresie kompozycji powiadam tak: proszę nie myśleć o związkach z tradycją, proszę nie podkreślać zeza jeszcze większym zezem, tradycję każdy ma w sobie, pan koreańską, a pan argentyńską i tak dalej, proszę pomyśleć o możliwościach muzyki i tam znajdować oparcie dla siebie!) 5. Z reguły nie piszę sztuk w porządku, jaki one potem otrzymują. Piszę - pod naporem inwencji i fantazji - scenę, która mi się wczesnym rankiem objawia. Tą sceną jest scena dziewiąta Seansu, mój prywatny teatralny przekład zwariowanej idei obrazu Rembrandta Lekcja anatomii doktora Tulpa (1632). Gdyby nie ta scena - nie byłoby sztuki. 6. Seans można określić jako tragikomedię w formie misterium. Jest to sztuka wyjątkowo - jak na mnie - ironiczna, krytyczna z dystansu. Zawsze zastanawiał mnie zachwyt głupkówbyle jakim durniem, który udaje mądrego, wspierając się podejrzanym szarmem i parszywą magiczną siłą zjednywania sobie ludzi. Niejednokrotnie przychodzi nam czytać o wyjątkowej prawości znanej nam szui, o cudownych zdolnościach impotenta i plagiatora. Piękny, wspaniały dowód na to, że świat można przekręcić najbardziej trywialnymi sposobami. 7. Pointą sztuki jest końcowa, dziesiąta scena, scena seansu. Myślałem o niej przez cały czas pisania sztuki, dla niej zestawiałem elementy tworzywa, motywy personalne, układałem mozaikę charakterów, udało mi się nawet z Adolfa zrobić Adolfa, ułożyć z pań antytetyczny garnitur, a Mistrzowi przypisać szersze menu właściwości. Na ogół moje sztuki kończą się bez zakończenia, urywają się, jak nić życia, z którego motywów korzystają. Tu - w Seansie - mamy na końcu tragikomiczny spilog. Solidny, niemal klasyczny. 8. Sztuki piszę - podkreślam to po raz niewiadomo który - dla aktorów. Zawsze cieszy mnie, kiedy odnoszą sukcesy w moich sztukach. Role bywają różne, ale zadania stawiane aktorom są zazwyczaj dość pokaźne. Myśląc o zakopiańskiej premierze Seansu, o reżyserze i aktorach, jestem przekonany, że pokażą sztukę we właściwym świetle. Kraków, dnia 17 lutego 1998r.
Premiera 31 grudnia 1997
![]() |








